piątek, 30 września 2016

Dzień chłopaka

Zastanawia mnie, dlaczego Dzień Kobiet obchodzony jest tak hucznie, a lichy Dzień Chłopaka to już nie koniecznie... pomijając to, że w szkołach między klasowo jakieś tam prezenty się robiło, dziewczyny chłopakom, chłopaki dziewczynom.

Ale np. w moim LO na Dzień Kobiet przed wejściem do budynku czekało kilkoro przedstawicieli samorządu płci męskiej (w garniakach) i wręczało dziewczynom po tulipanie. Był uroczysty apel, męska część grona pedagogicznego szykowała jakiś zabawny występ, a i czasem nie było ostatniej lekcji, czy nawet dwóch. 

A Dzień Chłopaka? NIC. Tylko tyle, co laski kupiły jakieś upominki chłopakom. Wiadomo, jako kobieta mogę powiedzieć, że faceci bez bab zginą i jesteśmy wam niezbędne, bo obiad się sam nie ugotuje, a pranie nie upierze... to taki żart! (żeby nie było) ... ... ... 

W gwoli ścisłości... Dzień Chłopaka 30 września, Dzień Mężczyzn 10 marca. 
Choć ten drugi chyba mniej popularny....

Abstrahując od rozkminy na temat ważności tych świąt... 

Wszystkiego najlepszego Panowie ;)  i tym małym i tym dużym. Uśmiechów i radości, oraz cierpliwości do kobiet ^^ 
(to ostatnie chyba się przyda) ;)

PS. i obyście pozostali mężczyznami do końca swych egzystencji !!! (bo w dzisiejszym świecie to hmmm... no wiecie ... różnie bywa ;p )



czwartek, 15 września 2016

74. ,,Dzisiaj mnie kochasz''

Chciałam coś zmienić wizualnie, ale cokolwiek bym nie zmieniła, to mnie się nie podoba, więc na chwilę obecną zostaje jak jest... choć wrzucam znów tło muzyczne ... ale raczej na dłuższą metę nie zostanie, bo trochę chyba irytuje ... hmmm... może źle dobrana muzyka?

Dzisiaj wiersz sprzed kilku dni. Inspirowany trochę nutką, którą też doklejam ;)

,,Dzisiaj mnie kochasz...''

Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz.
Dzisiaj mnie pragniesz, jutro się wstydzisz.

Dzisiaj mnie kochasz. Mówisz w osłupieniu.
Brak spokoju w głosie po tak długim milczeniu.
Powtarzasz to ciągle krzycząc w niebo głosy!
Wyrażasz jak narkoman, nie chcąc mej pomocy.
Nie wiem co powiedzieć. Nie wiem. Nie chce tego.
Głupio się uśmiecham do oblicza twego.
Nie wiem w sumie więcej niż wcześniej wiedziałam.
Te niepewne kwestie jak zwykle przemilczałam.

Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz.
Dzisiaj mnie pragniesz, jutro się wstydzisz.

Dziś mnie nienawidzisz. Chcesz mojej zagłady.
Głupio się pogrążasz. Sam nie dajesz rady.
Już się nie uśmiecham. Chowam w głębi siebie
Chcąc jak zawsze uciec najdalej od ciebie.
Krzyk nagle znów umilkł. Schował się gdzieś w cieniu.
Lubię widok twarzy zastygłej w zdumieniu.
Wieczny widok. Wieczny. Nie! To tylko sny...
Chcę znów mówić JA. Lecz krzyczysz ciągle MY.

Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz.
Dzisiaj mnie pragniesz, jutro się wstydzisz.

Dzisiaj znów mnie pragniesz. Szepczesz mi do ucha
Ze wzrokiem zabłąkanym jak istota głucha.
Widać pożądane w twym czujnym spojrzeniu,
Które pragnie oddać się swemu ukojeniu.
Dojść na skraj nicości, wbitym w moje ciało,
Biorąc coraz więcej, ciągle krzycząc "mało!"
Upaść nagle na dno i nie wiedzieć po co...
Zamknąć lekko oczy pod gwieździstą nocą.

Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz.
Dzisiaj mnie pragniesz, jutro się wstydzisz.

Ale dziś się wstydzisz. Pragnienie zniknęło.
Zostało wrażenie uczucia obcego.
Nikła niechęć, strata... odejście w niepamięć.
Jak w umyśle ciężka, długotrwała zamieć.
Bo dzisiaj się wstydzisz. Nie chcesz mnie oglądać.
Chociaż w głębi siebie ciągle chcesz pożądać.
Walka ze sprzecznością. Kochać? Nienawidzić?
Może dzisiaj pragnąć, jutro zaś się wstydzić. 
J.M. 



piątek, 9 września 2016

Sztuka cz.6

zanim przeczytasz zapoznaj się z:

Narrator
Sącząc ostatniego drinka tego dnia wzdychając ze spokojem obserwując majestatyczny zachód słońca za oknem.
Czy zwrot akcji ktoś przewidział?
Nigdy tego jam nie widział,
Żeby jedna pani taka
Z męża robiła wariata!
Lecz kochała. Choć dziwacznie.
Ktoś w tym wszystkim miał dziś rację?
Doprawiała non stop rogi,
Choć mówiła "oh mój drogi!".
Ale wyszło szydło z worka,
I ta mała, wredna kotka
Doigrała się swojego.
Panie chroń ją w ode złego!
Się rzucili jak zwierzęta.
Zemsta będzie niepojęta.

Wyliczając na palcach
Penelopy męża zwiodła,
A to franca była podła.
Gregory'ego rozkochała.
Ach to wredna suka mała.
Zygfryd liczy wciąż na jedno,
Choć tak szczerze coś w nim pękło.
A Bucefał? Szkoda słów.
Jak on żywot będzie wiódł?

 Kunegunda
Wtrącając się do przemowy Narratora
Nie zapomnij o tych mężach,

O Gryzeldzie
Zawsze ma w kieszeni węża.
O tych panach, o kochankach,
Których opuszczała z ranka.
To jest bar. Mieścina mała.
No i dobrze. Bogu chwała.
Strach pomyśleć ilu ludzi,
Gdzieś tam czeka i się łudzi.

Zwracając się bezpośrednio do publiczności, jednocześnie przykuwając uwagę pozostałych w barze panów
Takie motto jest na świecie.
Panie! Nie wierz pan kobiecie!
Bo choć ludzie rządzą światem,
Ciężką ręką, twardym batem,
Trzeba wiedzieć, że są różni,
Pewni siebie, czasem próżni.
Nie ma wytyczonych dróg,
Choćby człowiek tak żyć mógł.
Ludzie to nie płcie mieszane.
Wiesz, panowie no i panie.
Świat to ludzie i kobiety.
Tak sumuje to niestety.

Koniec ;)
J.M.


Mam nadzieję, że znalazł się ktoś komu choć odrobinę spodobał się napisany przeze mnie tekst. Jeśli ktoś ma jakieś uwagi śmiało niech się nimi podzieli ;) 
Miłego dnia! i pozdro ;)) 

czwartek, 8 września 2016

Sztuka cz.5

Zanim przeczytasz zapoznaj się z:
prologiem
sceną pierwszą
sceną drugą
sceną trzecią


Do baru wchodzi mężczyzna. Zasiada samotnie przy stoliku

Gregory
Serce jedno tylko mam,
Jednej tylko chciałem dać,
Jednej uczuć mych tak wiele,
Jednej uczty na wesele.
Życie chciałem już planować,
Dom za miastem też budować...
Chmarę dzieci chciałem mieć,
Urlop na wsi, albo gdzieś...

Narrator
Rzygnę tęczą i różami,
Storczykami i fiołkami,
Jeśli ten szanowny pan
Nie przestanie smęcić tam.

Gregory

Ach nieszczęsna ma niedola!
Mego życia smutna rola!
Serca mego wielki cios...
Taki lichy jest mój los.

Narrator
Imitując odruch wymiotny
Nie żartuję. Zaraz zwrócę,
Bo z żołądkiem się pokłócę.

Gregory
Z melancholią
Piękna była. Ciemne loki,
Czasem plotła włosy w koki.
Uśmiechała się potulnie,
No a śmiała wielce cudnie!
Urzekała swoją gracją
Oraz w każdej kwestii racją.
Lecz odeszła. Po angielsku.

Narrator
Żartobliwie o Gregorym
Twoja pani wróci piesku.

Nagle do baru wpada Gryzelda. Robi dwa kroki w stronę swego małżonka, lecz przystaje w bezruchu, gdyż oczy wszystkich tu obecnych momentalnie zwracają się w jej stronę.
Wszyscy zaczynają mówić prawie jednocześnie.

Petronela
Nie wierząc własnym oczom
No nie wierzę! Kogo mamy!
Toż to jakieś dziwne czary!

Zygfryd
Do swych towarzyszy
To z Londynu! To ta dama!
Co me zmysły opętała!

Gregory
Ma miłości! Moja miła!

Bucefał
O! wróciła moja żmija!

Po dłuższym namyśle próbując otrząsnąć się z upojenia alkoholowego i połączyć wątki
Chwila moment! Wy się znacie?

Petronela
Oj cierpliwość chyba tracę!

Rzuca się w stronę nowo przybyłej, lecz w ostatniej chwili powstrzymuje są Kunegunda

Narrator
Zacierając ręce, uśmiechając się chytrze
No nie wierzę! Co się kroi?
Śmiać się chyba nie przystoi.
Coś się stanie tutaj zaraz.
Oj wyczuwam ja ambaras.

Bucefał
Skarbie powiedz, że to żart!
Skarbie powiedz, to nie tak!

Gryzelda
Do siebie przepełniona przerażeniem
Co za karma. Nie do wiary!
Ktoś by rzec mógł, istne czary!
Istny kosmos. Niefart życia.
Mieć tak wiele do ukrycia.

Zerka na męża
Uciec chciałam w siną dal,
Ale zostawiłam szal.

Ucieka. Za nią podąża Bucefał, Petronela, Zygfryd i Gregory, przekrzykując siebie nawzajem.

środa, 7 września 2016

Sztuka cz.4

Zanim przeczytasz zapoznaj się z:
prologiem
sceną pierwszą
sceną drugą


Do pubu wchodzą dwie kobiety. Rozglądają się niepewnie i siadają przy jednym z wolnych stolików.

Petronela
Wielce oburzona z roztargnieniem do swojej towarzyszki
Czy wiesz co ona zrobiła?
A to franca! Suka! Żmija!

Bucefał
Unosząc głowę z nad pustego kieliszka, tuląc się do szala
Moja żmija?! Tęsknie za nią..
Była mego serca panią,
Mojej duszy też zbawieniem,
No, a ciała utrapieniem.              

Kończy uderzając głową o blat stolika        

Petronela
Nie zwracając uwagi na pijanego mężczyznę
Taka mała. Wiesz, kokietka.
Niewinniutka ta kobietka,
Aparatka rzec też mogę
I jak rzekłam tak też robię.
Słodką minką mnie zwodziła,

Uderza pięścią o stół
No a męża uwodziła.
No i znikła. Suka mała...

Kunegunda
No i dobrze. Bogu chwała!

Petronela
Bym zarżnęła jak zwierzynę!

Kunegunda
Tak, na pewno.

Idąc do baru
                        Daj mi chwilę.

Petronela
Sama do siebie
Gdzie me uszy się podziały
Słysząc jego boskie chwały
Pod adresem tej kobiety?
Ohh ja głupia! Ohh niestety.
Rozum odszedł do lamusa.
Gdzie jest moja suknia kusa?
Może gdybym w niej chodziła
I go częściej uwodziła,
To nie odszedłby do innej..
Czemu szukam teraz winnej?

Płacze

Kunegunda
Niosąc dwa drinki
Nie płacz tyle.

Rozlewając niechcący plamiąc przy tym sukienkę
                        Się wylało.
Jakby tego było mało
Zasłużyłaś na cierpienie,
Istne to upokorzenie.
On cię zdradzał, a ty ślepa...
Chociaż może to zaleta?

Narrator
W zamyśleniu
Już słyszałem to stwierdzenie,
Że zaletą nie wiedzenie.

Kunegunda
Jesteś wolna więc się ciesz.
Możesz rwać kogoś. Jak chcesz.

Bardziej przejęta plamą na ubraniu
Muszę zaprać, plama będzie.
Zawsze się ubrudzę. Wszędzie!
No jak dziecko. Jak kaleka,
Co z upadkiem swym nie zwleka.

Petronela
Wyrywając ją z zamyślenia
Ty tu sobie gadu, gadu...
Powróć proszę do tematu.

Kunegunda
Tak kochana. Wybacz proszę
Zamyśliłam ja sie trosze.
O czym to my... ahh twój lament!

Przewracając oczami
Robisz z tego wielki zamęt.

Wskazując dyskretnie trzech mężczyzn siedzących przy stoliku obok
Ci ukradkiem wciąż sie gapią.
Dziwne myśli ich wciąż trapią.
No nie powiem. Całkiem ładni,
Eleganccy, bardzo zgrabni.

Podając chustkę przyjaciółce
Twoje łzy ci make up zmyły.

Obserwując jednego z nich idącego w stronę baru
Och. I niezłe mają tyły.

Petronela
Niech się patrzą. Nic nie szkodzi.
Nic mnie już dziś nie obchodzi.

Zygfryd
Do swoich towarzyszy
Ej! Popatrzcie jak się dąsa.
Druga czai wciąż Alfonsa.

Alfons
Wracając z baru
A niech czai. Bardzo ładna,
Elegancja no i zgrabna...

Rajnold
A ta druga ciągle płacze.
Czy jej uśmiech ja zobaczę?

Zygfryd
Dając cenną radę na temat kobiet
Smutna baba łatwy łup.
Idź tam do niej i show zrób!

Rajnold
Ciebie całkiem pojebało.
Jakby tego było mało!
Irytujesz mnie od rana,
A nie jadłem dziś śniadania.

Kunegunda
Kontynuując pocieszanie przyjaciółki
Nie pojęłaś co się stało?
Mu romansów się zachciało.
Dobrze, że teraz, nie jutro,
No bo jutro będzie futro.

Petronela
Patrząc na nią z politowaniem
Gorycz twoje słowa słodzi.
Wcale ci dziś nie wychodzi.
Brak pożytku z twoich ust,
Choć masz zawsze duży spust.

Zygfryd
Podsłuchując rozmowę pań i chytrze zacierając ręce
Tak! Szykuję ingerencję.
Zaraz ja się do nich wkręcę.
Słyszeliście? Podstęp mały,
Dla spełnienia mojej chwały.
Brak użytku dla jej ust?
Ja napełnię każdy spust.

Rajnold
Ale świerzbi mnie dziś ręka.
Twoja gadka istna męka!
A poza tym ona ciągle ...

Alfons
Kątem oka patrzy do mnie!

Zygfryd
Ok. Bez spiny. już odpuszczam.

Rajnold
Och doprawdy?

Zygfryd
                        Nie podpuszczaj!

Alfons
Łagodząc kolejny spór
Ej panowie! No bez jaj...
Spór odłóżcie. Pójdzie w dal.

Zwracając sie do Zygfryda
Już podchodzę. I bez spiny.
Tylko nie rób durnej miny.

Narrator
Z niedowierzaniem
Dobry Jezu! Mój Ty Panie!
Co sie tutaj zaraz stanie?
Idzie niczym w paszcze lwa.
W oku kręci mi się łza.

Kunegunda
Do przyjaciółki
Popatrz! Idzie do nas! Rany!
Toż to jakieś cudne czary.
Myślą swoją go zwołałam.
Dobrze, że jego wybrałam.

Alfons
Ja przepraszam. Niepokoję?
Że tak obok pań tu stoję?
Jestem Alfons. Chylę czoła.

Zygfryd
Nasłuchując
Hm, ciekawe czy podoła.

Kunegunda
Witam pana. Miło poznać..

Petronela
Do Alfonsa
Z tobą ona chce coś doznać.

Kunegunda
Kopiąc przyjaciółkę pod stołem z impetem
Pan oleje i nie słucha.
Siostra jest trochę przygłucha,
Przytępiała...

Petronela

                        Oniemiałam...


Kunegunda

Miło, że pana poznałam.

Alfons
Trochę wybity z tropu
Chciałem tylko "cześć" powiedzieć.
No, a teraz musze lecieć.

Wraca do swoich towarzyszy

Zygfryd
No i jak tam? Już jest twoja?
Czy uderzać? Będzie moja?

Alfons
Dziwne było to spotkanie.
Dziwne obie są te panie.

Kunegunda
Z irytacją
Eh spłoszyłaś mi faceta!

Petronela
Taka to moja zaleta.



wtorek, 6 września 2016

Sztuka cz.3

Zanim przeczytać zapoznaj się z:


Do pubu wchodzi trzech mężczyzn. Zajmują miejsca przy wolnym stoliku.

Narrator
Nowi państwo teraz przyszli.
Dobry dzień się dzisiaj iści.

Zygfryd
Zajmując miejsce jako pierwszy
Przyjechałem dziś z Londynu...

Alfons
Unosząc się
Nie rób o to tyle dymu!

Wskazując na trzeciego towarzysza
Bo się znowu z nim pokłócisz.
Kiedy w końcu tam masz wrócić?

Zygfryd
Dwa tygodnie mam urlopu.
Moje plany już są w toku.
Ale powiem wam panowie
Że ta panna.. hmmm jak się zowie?
Nie pamiętam, mniejsza z tym
O to później będzie dym.

Rajnold
Wielce zdziwiony
Nie pamiętasz jej imienia?

Zygfryd
Po co mi to?

Rajnold
Z rezygnacją bardziej do siebie
                        Do znudzenia...

Zygfryd
Do znudzenia co?

Rajnold
                        Twe brednie.

Zygfryd
Masz coś do mnie?

Rajnold
Nie wytrzymuje i gwałtownie wstaje z krzesła
                        Nooo konkretnie!

Alfons
Przytrzymując swego towarzysza
Stój kretynie! Pojebało?
Jakby tego było mało!
Szkoda nerwów na idiotów.
Jakbyś mało miał kłopotów.

Zygfryd
Ej... Alfonso! Nie obrażaj!
Ja idiotą? Cóż za zraza!

Narrator
Wielce znudzony
Tak się patrzę... hmm niestety,
Nie ma tam żadnej kobiety,
Lecz choć nie ma, mam przeczucie,
Co uwiera jak coś w bucie,
Że ta kłótnia jest o damę.
No ciekawe co jest grane.

Alfons
Nie chcąc się kłócić
Nie obrażam. Stwierdzam fakt.
Ale teraz słów mi brak.

Idąc do baru po coś do picia
Whisky z colą no i z lodem.
To wypiję, a co potem?

Barman
Potem drugie. Jak ten pan!

Wskazuje na mężczyznę w rogu sali
Siódme pije. A jest sam.

Narrator
Ze smutkiem
Straszny jest mój żywot marny...
Ehh.. nie jestem niewidzialny.

Alfons
W alkoholizm nie popadnę!
To się kiepsko kończy dla mnie.

Wracając do stolika, do siebie
Siódme pije. Nie do wiary..
A to alkoholik stary.

Narrator
W dalszym ciągu sam do siebie
Głuchy też nie jestem wiesz?
Słyszę jak coś o mnie klniesz!

Zygfryd
No już jesteś. Co tam masz?
Whisky z colą? Łyka dasz?

Alfons
Chory jesteś? Tam masz bar!

Wskazując na mężczyznę w rogu mówi półszeptem
Siódme pije, a jest sam!

Narrator
Nie wytrzymując
Chryste Panie! Skończcie już!
Bo wbijacie w plecy nóż!

Alfons
Machając pogardliwie w stronę stolika w kącie
Cichaj dziadek. I bez spin.
Nie rób teraz krzywych min.

Zygfryd
Chłopcy! Wróćmy do tematu.

Machając na barmana
Wpierw po jednym rachu ciachu.

Barman podaje do stolika 3 pełne kieliszki i odchodzi
Więc wracając... ta kobieta...
Hmm jej wygląd to zaleta.
A te duże, kształtne ...

Rajnold
                                   ...oczy!

Zygfryd
Z irytacją
Oj nie jedno cię zaskoczy.

Wracając do swojego monologu
Więc ta dama... cudna była.
Ale szybko się coś zmyła.
Te jej kształty i te ruchy...
Dają duszy mej otuchy.
Lecz imienia nie powtórzę.
Anatomią zaś jej służę.

Rajnold
Jak ty możesz... nie pojmuję.
Świat dzisiejszy się wciąż psuje...
Produkuje półidiotów
Dla rozrywki? Figli? Psotów?
Bez ambicji na myślenie,
Tylko głupot pierdolenie...

Wypijają swój trunek pogrążając się w rozmowie.